Blog

Białowieża

Soplicowo

Trudno nie powiedzieć nic. Specyficznym miejscem było niewątpliwie. Wzbudzało wiele emocji – tylu samo osobom podobało się ilu nie mogło na nie patrzeć. Nie ukrywam iż lubiłem tam zawsze wracać. Miałem to szczęście iż udało mi się tam zrobić sesję plenerową. Tym bardziej będę ją traktował wyjątkowo.

Moja ostatnia wizyta w Białowieży była wyjątkowa.Jakoś tak spontanicznie wylądowaliśmy w Soplicowie. Ot tak.Było rodzinnie..


Z zaniedbań tłumaczenie się głupie…

Głupie…bo tak na prawdę można by wymieniać bez końca dlaczego nic nowego od dłuższego czasu nie było. Trochę zwolniłem tępa,trochę odpoczywałem – jakkolwiek można nazwać barak mojej aktywności na blogu który tak ambitnie prowadzić miałem. Ale już złapałem pół oddechu. Mój aparat też dostał drugą życiową szansę i może coś z tego wyjdzie.Jak to mówią starzy mądrzy ludzie  “nie ma tego dobrego co na złe by nie wyszło…” a może coś przekręciłem ;) Jak by tego nie przekręcać i tak na jedno wyjdzie.

Dzieje się wiele i niewiele tak naprawdę. Był problem z wyrostkami,właściwie to z jednym.Wylądował w szpitalu i tam już został. Odbija się teraz tylko czkawką. W aparacie skończyła się migawka – właściwie to w konwulsjach wołała o pomoc.Została wymieniona.Na szczęście. Trochę to trwało więc może i brak aktywności był tym spowodowany.Teraz głowa pełna pomysłów więc może coś będzie z tego.Na razie ciii.

Jesieni na zdjęciach z tego roku brak..ale w 2007 było cudnie…

Jesień_2007

Białowieża nie jedno ma imię

Po drodze z Tucholi do malowniczego Raciąża…Białowieża – proszę bardzo …ale nijak się nie ma do tej mojej…….

Bialowieza

Żubrowo

No i dostałem urlop. Jak to bywa z moimi urlopami  – pogody oczywiście nie ma, bo dlaczegóż miała by być skoro w trakcie trwania moich urlopów – kiedy by nie miały miejsca-pogody nie ma nigdy.

Na całe szczęście weekend w Białowieży dał możliwość posmakowania wiosny – tak bardzo oczekiwanej przez większość.  Słońce świeciło praktycznie przez całą niedzielę.

Poniżej trochę zdjęć.

15_03_09_10.jpg

Kliknij by zobaczyć całą galerię


Huhuha huhuha w końcu przyszła zima

Idąc za radą dobrych ludzi pojechałem do Białowieży. No i jak na Białowieżę przystało w styczniu – zima,śnieg i mróz.Może nie aż taki siarczysty jaki pamiętam z dzieciństwa..ale był. Julka miała okazję spotkać się Dziadkami ,kotkiem i pieskiem no i pojeździć na sankach oczywiście. Jak tylko opatuliliśmy ją w koc i wsadziliśmy ją w sanki – oniemiała.I nie wiem czy powodem był fakt że na tych samych sankach pomalowanych tą samą zieloną farbą ja jeszcze jeździłem czy może dlatego że nie miała jeszcze możności przemieszczania się owym pojazdem.

sanki

…tak to są dokładnie te same sanki…

Poniżej mała rekonstrukcja zdarzeń.Paweł połamał szczeble w sankach i rozerwał sobie spodnie na tyłku,Monika zjechala aż pod sam staw,ja też zjechałem – raz – ale zjechałem;p No i Justyna spawdziła jak mocne jest drzewo.Było mocniejsze od niej :)